12 - 02 - 2024
Fot. P. Łuczak, Agrokonsument.pl

Eugeniusz Taraska, P.W. Lechpol: stawiam na ciągły rozwój

„Bez pracy nie ma kołaczy” – mówi Eugeniusz Taraska, współzałożyciel i prezes zarządu P.W. Lechpol sp. z o.o. z Szubina. Rozmawiamy z nim o rynku zbożowym i rolnictwie, a także o wartościach w biznesie i życiu rodzinnym. Czytaj w Agrokonsument.pl

 

 

Przedsiębiorstwo P.W. Lechpol sp. z o.o. specjalizuje się w handlu zbożem, paszami, środkami produkcji rolnej. Siedziba główna firmy znajduje się w Szubinie (woj. kujawsko-pomorskie), a do tego dochodzą bazy:

  • Dziewierzewo,
  • Piotrków Kujawski,
  • Krajenka.

 

W Krajence k. Złotowa firma ma łączną pojemność magazynową 36 tys. ton zbóż. Z tego to 7,6 tys. ton to silosy Riela Polska i urządzenia transportowe tej firmy o wydajności 100 t/h.

W Dziewierzewie można pomieścić 28,6 tys. ton ziarna. W tym trzy zbiorniki po 1500 t każdy także pochodzą  od Riela Polska.

 

 

Dlaczego wybraliście Państwo akurat tego producenta silosów? – pytamy pana Eugeniusza Taraskę, prezesa zarządu P.W. Lechpol sp. z o.o.

 

Eugeniusz Taraska: Stopniowo unowocześniamy nasze bazy, bo posiadają one jeszcze silosy pamiętające dawne pgr-y. Wybraliśmy Riela Polska, ponieważ uważam, że to dobry producent. Oferowane przez niego silosy i wyposażenie należą do klasy premium.

Poza tym, bardzo dobrze rozmawiało mi się z zarządem tej firmy. Dobrze układała się współpraca na etapie projektowania i realizacji. Serwis też działa poprawnie, choć mógłby nieco szybciej. Generalnie nie mam żadnych uwag do tego przedsiębiorstwa.

Muszę w tym miejscu też zaznaczyć, że wybierając dostawcę technologii, patrzę na wszystko. Tu nie chodzi tylko o zbiorniki do ziarna, transport pionowy i poziomy, wydajności czy trwałość. To także funkcjonowanie w danym otoczeniu, w dobrym pożyciu z sąsiadami. Nigdy nie wybrałbym takich urządzeń, które mają ryczące silniki, czy są niewygodne w obsłudze itp.

Jako właściciel i szef, trzeba mieć choć trochę empatii i postawić się w miejscu sąsiada czy pracownika.

 

Adam Lipiński: urządzenia Riela Polska solidnie wykonane

 

Czy tego typu powierzchnia przechowalnicza wystarcza na Wasze potrzeby?

 

E.T.: Już nie. Dziś skup prowadzimy w Dziewierzewie i Krajence, gdzie przyjmujemy do 1 tys. ton mokrej kukurydzy na dobę. Chcemy uruchomić trzeci zakład, aby łącznie móc suszyć do 3 tys. ton mokrego ziarna. Docelowo w Krajence w miejsce starych tzw. petkusów chcielibyśmy dostawić kilka nowych zbiorników, a w Piotrkowie Kujawskim planujemy postawić silosy na 30 tys. ton. Mamy już spore doświadczenie z użytkowania takich obiektów.

Sercem skupu jest suszarnia: u nas sprawdziła się włoska marka Strahl. Urządzenia mają odzysk ciepła z sekcji chłodzących, co pozwala zaoszczędzić do 20% na wydatkach na energię. Natomiast silosy i transport wewnętrzny mogą pochodzić od innego wytwórcy.

W Polsce liczy się tylko dwóch producentów silosów stalowych, w tym Riela Polska.

Chcielibyśmy ruszyć na wiosnę 2024 r., ale tego typu inwestycja to kilkadziesiąt milionów złotych. Nawet w dobrze zarządzanej spółce jak nasza, nie jest łatwo wysupłać taką kwotę.

Zawsze byłem zwolennikiem rozwoju organicznego. Wszystko, co ze wspólnikami – Markiem Czarneckim i Mirosławem Kalka – zbudowaliśmy przez te lata, oparte było o bardzo rozważne zarządzanie kapitałem.

 

 

Dlaczego firma nazywa się Lechpol?

 

E.T.: Zakładaliśmy firmę na kanwie zachłyśnięcia się wolnością gospodarczą w 1989 r. Dlatego dumny byłem z przemian, jakie w Polsce miały miejsce za sprawą prezydenta stoczniowca. Nawiązywaliśmy też do legendy o Lechu, Czechu i Rusie. A biznes zaczynaliśmy od… mielenia zbóż na mąkę i dostarczania jej do piekarni.

 

Skąd Pan wiedział, że będzie zaczynać działalność gospodarczą od młynarstwa?

 

E.T.: Tego nie wiedziałem! Moje korzenie to rolnictwo – z pochodzenia i z wykształcenia. Do dziś prowadzę gospodarstwo rolne.

W latach 90. ubiegłego padł państwowy system skupu zbóż. Jako rolnik miałem problem, by sprzedać własne ziarno. Postanowiłem zatem posiadaną pszenicę mielić i sprzedawać jako mąkę. Okazało się, że zarabiało się na tym dwa razy więcej, niż na samym zbożu. To skłoniło mnie, by wraz ze szwagrem założyć firmę. Pojawił się P. W. Lechpol sp. z o.o. Chcieliśmy kupować ziarno od innych rolników, mielić je w lokalnych młynach i sprzedawać do wypieku. W tamtych czasach piekarnie przyjmowały mąkę w 50 kg workach. Trochę się nadźwigaliśmy…

Wkrótce potem okazało się, że w rolnictwie szwankuje zaopatrzenie w nawozy. Pojechałem ze szwagrem do Puław kupić saletrę do naszych gospodarstw. Potem kupowaliśmy jeszcze więcej nawozów dla znajomych, sąsiadów. Puławy zaproponowały, że dostarczą nam towar w komis, byle by tylko go odebrać z wytwórni. Przewalaliśmy więc tony nawozów z przyczepy do magazynu – tu też worki były po 50 kg. Plecy bolały, ale byliśmy młodzi. Cieszyliśmy się z pracy, z godnego zarobku. Bo firma zaczęła robić coraz większe obroty, zaczęliśmy zarabiać.

Tu, gdzie teraz rozmawiamy (Szubin – siedziba firmy – red.), znajdowała się dawna centrala nasienna. Podupadła, bo w nowej sytuacji gospodarczej po 1989 r. ówczesne kierownictwo nie umiało się albo zaangażować, albo znaleźć na wolnym rynku. Kupiliśmy tę bazę, a wraz z nią magazyny i plac składowy. Nasz Lechpol zaczął się rozrastać.

 

 

Jaki jest dziś P.W. Lechpol? Jakim wolumenem ziarna i nawozów handlujecie Państwo w ciągu roku? 

 

E.T.: W skali roku to ok. 240 tys. ton zbóż, mówimy o zbożach podstawowych i kukurydzy. Około 95% tej ilości wysyłamy na eksport. Rocznie sprzedajemy też ok. 180 tys. ton nawozów. Zatrudniamy ok. 100 pracowników. Posiadamy także gospodarstwa rolne o powierzchni łącznej ok. 1 tys. ha w dwóch lokalizacjach.

 

Polskie prawo nawozowe w pigułce: dwa najważniejsze rozporządzenia

 

Jako rolnik dobrze Pan wie, przed jakimi wyzwaniami stoi producent zbóż. Co zatem ma siać polski rolnik, by dobrze to sprzedać? Czego poszukują klienci na świecie? – z Pana handlowego doświadczenia?

 

E.T.: Odpowiem jako rolnik. Skupiamy się na tradycyjnych gatunkach rolnych. Ale niezależnie od zasiewów, prowadzimy także doświadczenia uprawowe. Optymalizujemy uprawę zbóż, aby uzyskiwać jak najlepsze efekty ekonomiczne.

Chcemy zbierać ziarno o jak najwyższych parametrach: białka, gęstości, liczby opadania. Dziś w porcie różnica w parametrach może kosztować do 200 zł na tonie. Przy plonie 8-10 t/ha daje to ekstra 1600-2000 zł z hektara. Wystarczy tylko starannie dopilnować nawożenia, ochrony, by dostać te pieniądze. Pod tymi słowami podpisuję się także jako przedsiębiorca.

Jeśli produkt rolny – zboże – będzie mieć najwyższą jakość, zawsze znajdzie kupca za dobrą cenę.

Jako firma handlująca zbożem, musimy zatem zapewnić jak najlepsze obchodzenie się z tym towarem. Wciąż optymalizujemy podejmowane decyzje, posiadane technologie i sprzęt. A teraz ja zapytam: czy wie Pan, ile trudu kosztuje np. wysyłka polskiego zboża pociągami na eksport?

 

 

To pewnie podchwytliwe pytanie? Wolę oddać głos Panu!

 

E.T.: Polska ma duży potencjał eksportowy zbóż. Jeśli chcemy być liczącym się jego sprzedawcą, nasza kolej ma sporo do nadrobienia. Bardzo potrzebne są inwestycje w ziarnowozy, bocznice, trakcję… Ale szybciej da się chyba wprowadzić zmiany organizacyjne.

Tyle mówi się o nadmiarze zbóż w kraju, ale to nie jest problem tylko Ukrainy. Na przestrzeni ostatniej dekady, przez postęp hodowlany, precyzyjne rolnictwo i lepsze technologie upraw przybyło w kraju 8 mln ton naszego własnego ziarna. A nikt tego w Warszawie nie zauważył!

Powiem krótko: w Polsce nie ma polityki gospodarczej od lat. Każdy przedsiębiorca zostaje sam ze swoimi problemami.

 

Lecą jaja w ministra rolnictwa, a polityka rolna w Polsce od lat to fikcja

 

Co dawało Panu siłę, aby przetrwać tego rodzaju przeciwności?

 

E.T.: Z czasem zacząłem patrzeć z dystansu na pewne sprawy. Uspokoiłem się. Mam duże oparcie w najbliższej rodzinie. Nawet w chwili największych sztormów, kiedy nasz statek Lechpol omijał zdradliwe wiry opcji walutowych, nikt się ode mnie nie odwrócił, nikt nie krytykował podjętych niewłaściwych decyzji. Rodzina także mobilizuje do aktywnego myślenia, to napędza do działania.

Może gdybym był singlem, poddałbym się? Chociaż… raczej nie. Nie zniósłbym uczucia bycia nieudacznikiem. Jak masz trochę ambicji, nie pozwolisz sobie na to.

 

 

A jaka jest największa lekcja, którą wyniósł Pan z prowadzenia biznesu przez minione trzy dekady?

 

E.T.: Pokora. Olbrzymia dawka pokory. Proszę sobie wyobrazić, że przez te minione lata my-właściciele, nigdy nie wypłaciliśmy sobie w naszej firmie dywidendy. Wszystko, co zarabiamy, inwestujemy z powrotem. Zysk dzielimy pomiędzy trzy filary: płace, inwestycje, kapitały.

Dla mnie największą satysfakcją jest to, że mogę zrealizować działanie, które poprawi funkcjonowanie przedsiębiorstwa. Stawiam na ciągły rozwój, na modernizację, na usprawnienia. Wymagam tego od innych, wymagam od siebie. A czego dziś nie zrobisz – jutro nie dogonisz!

 

Każdą złotówkę, którą obracamy, trzeba było wypracować. Dlatego nigdy nie będę zgadzał się z tymi, którzy uważają, że im się coś od życia należy. Że pieniądze spadają z nieba, a gdy ich brak, wystarczy je dodrukować.

Ludzie muszą znać wartość pracy, nie można uczyć ich sięgania po jałmużnę. Bo bez pracy – nie ma kołaczy! Lubię przysłowia, jest w nich dużo mądrości.

 

Dziękuję za rozmowę.

Rozmawiał: dr Piotr Łuczak, redakcja Agrokonsument.pl

 

 

Oto opinie użytkowników wykorzystujących produkty Riela Polska:

Marian Olejnik, Agropol – Łosiów, Opolskie

Janusz Kasprzak, Rolpol – Uścikowo, Wielkopolskie

Bernard Ginter – Wyczechy, Pomorskie

Sebastian Luber – Wybranowo, Kujawsko-Pomorskie

Kamil Bojakowski – Jelcz Laskowice, Dolnośląskie

dr Józef Śliwa – Żórawina, Dolnośląskie

Przemysław Piasta – Rychnowo, Kujawsko-Pomorskie

DN Green – Dębionek, Kujawsko-Pomorskie

Classic Grain – Janikowo, Kujawsko-Pomorskie

Rajmund Gąsiorek – Radomice, Wielkopolska

Ginter, wialnia bębnowa – Wyczechy, Pomorskie

Jan Domaros – Malinowo, Pomorskie

Adam Lipiński – Domisław, Pomorskie

Grupa producencka GASK– Pyrzyce, Zachodniopomorskie

Firma „Kłos” – Opole, Opolskie

 

 

 

 

 

 

 

 

Big-data i megatrendy w rolnictwie: musthave dla młodych pasjonatów rolnictwa

dr Piotr Łuczak – Agrokonsument.pl
Dziennikarz, redaktor i ekonomista.   Specjalizuje się w polityce i ekonomice rolnej.   Założyciel i redaktor naczelny serwisu Agrokonsument.pl należącego do Agro Creative Agency & Media. Szef redakcji Lidera Biznesu – Ogrodniczy Magazyn Branżowy, Grupa MTP.   Pełnił funkcje redaktora naczelnego tytułów: Tygodnik Rolniczy, Profi– profesjonalna technika rolnicza i Agrarlexprawo dla rolnika. Najdłużej pracował w top agrar Polska, w tym także na stanowisku z-cy redaktora naczelnego.  
przeczytaj inne artykuły tego autora
Wydrukuj
PILNE !
Zobacz podobne:

Inni przeczytali również: