Przyszłość rynku oleistych była jednym z głównych tematów XVI letniej edycji Gdańskiej Giełdy Zboża w Sopocie. Wydarzeniu patronowała m.in. redakcja Agrokonsument.
Choć w Polsce coraz częściej mówi się o niedoborze rzepaku, eksperci zgodnie podkreślają, że nie można analizować tego rynku wyłącznie z krajowej perspektywy.
Rzepak jest jednym z najbardziej złożonych surowców na rynku commodities. Funkcjonuje na styku kilku światowych rynków jednocześnie.
O jego wycenie decydują nie tylko zbiory, lecz także:
Analitycy określają rzepak mianem „hybrydy na skrzyżowaniu rynków”. Oznacza to, że jego notowania są silnie powiązane z czterema segmentami gospodarki.
Pierwszym jest rynek energii. Zmiany cen ropy naftowej wpływają na opłacalność produkcji biopaliw, a tym samym na zapotrzebowanie na oleje roślinne.
Drugim pozostaje rynek zbóż. Rzepak wykazuje bardzo silną korelację z pszenicą – współczynnik korelacji w ujęciu sześcioletnim wynosi aż 0,86 – a także z kukurydzą.
Trzeci filar stanowi cały światowy rynek roślin oleistych. Notowania soi, oleju sojowego, oleju słonecznikowego czy wielkość produkcji canoli w Kanadzie bezpośrednio wpływają na wycenę rzepaku.
Czwartym elementem jest rynek białka paszowego, gdzie ceny śruty rzepakowej i sojowej również oddziałują na wartość surowca.
Do tego dochodzą jeszcze kursy walut, koszty transportu, logistyka oraz polityka handlowa największych eksporterów i importerów, w tym relacje USA–Chiny czy Kanada–Australia.
Dodatkowo rynek funkcjonuje w dwóch odrębnych segmentach – GMO i NON-GMO – co jeszcze bardziej komplikuje obraz światowego handlu.
– Rzepak jest jednym z najbardziej złożonych surowców. Jego ceny zależą jednocześnie od sytuacji na rynku energii, zbóż, roślin oleistych i białka paszowego. Dlatego nie można analizować go wyłącznie przez pryzmat cen ropy czy soi. Co ciekawe, w perspektywie minionych sześciu lat najsilniejszą korelację ceny rzepaku wykazywały z cenami pszenicy, choć zależność ta zmieniała się w czasie – mówi Jakub Agaś, Bunge.
Polski rynek będzie w tym sezonie funkcjonował w warunkach deficytu surowca, jednak nie oznacza to automatycznie wzrostu cen. Niedobór wpływa przede wszystkim na lokalną premię, natomiast notowania rzepaku wyznacza rynek europejski i światowy, którego barometrem pozostaje MATIF.
To globalna relacja podaży i popytu, wspierana przez czynniki geopolityczne, będzie miała decydujący wpływ na kierunek cen.
Zdaniem J. Agasia, w kolejnych latach coraz większym wyzwaniem stanie się zapewnienie surowca dla krajowego przemysłu olejarskiego. Obecnie nie ma możliwości importu nasion rzepaku z Ukrainy, natomiast dozwolony jest import oleju rzepakowego.
Taka sytuacja może osłabiać konkurencyjność części krajowych tłoczni, szczególnie tych najmniej efektywnych. Niestety, przemysłem rolno-spożywczym w Polsce nasz rząd się nie przejmuje tak bardzo, jak głosem rolników. Szlaban na rzepak z Ukrainy może jednak odbić się czkawką – i rykoszetem uderzyć w naszych rolników.
Na konkurencyjność polskiego przetwórstwa wpływa również logistyka. Niemcy dysponują większymi mocami przerobowymi nie tylko dzięki skali rynku, ale również dzięki tańszemu transportowi wodnemu. W Polsce wyższe koszty logistyki ograniczają możliwości dalszego rozwoju przemysłu olejarskiego – dadaje Jakub Agaś, Bunge.
W Pszennie – Riela Polska, tuż obok słynna Krzyżowa: symbol pojednania Polsko-Niemieckiego
Prognozy na sezon 2026/2027 wskazują, że krajowa produkcja rzepaku spadnie do 3,119 mln ton.
Dla porównania, w rekordowym sezonie 2023/2024 wyniosła 3,798 mln ton, a sezon wcześniej 3,752 mln ton. Średni plon prognozowany jest na poziomie 3,10 t/ha, przy powierzchni zasiewów wynoszącej 1,006 mln hektarów.
Jednocześnie krajowy przemysł będzie potrzebował znacznie więcej surowca.
Zakłady planują przerobić około 3,525 mln ton rzepaku, a ich możliwości produkcyjne nadal rosną. Już w sezonie 2027/2028 moce przerobowe mogą zbliżyć się do 5 mln ton rocznie.
Oznacza to, że różnica pomiędzy krajową produkcją a zapotrzebowaniem przemysłu będzie się systematycznie pogłębiała.
Przy takim bilansie Polska pozostanie importerem netto rzepaku. W sezonie 2026/2027 import szacowany jest na 435 tys. ton, podczas gdy eksport wyniesie jedynie około 205 tys. ton.
Najważniejszymi kierunkami dostaw pozostaną Czechy (101 tys. ton), Niemcy (74 tys. ton), Rumunia (60 tys. ton) oraz Słowacja (58 tys. ton).
Mimo importu zapasy końcowe mają spaść z 277 tys. ton do zaledwie 77 tys. ton, a krajowy deficyt osiągnie około 0,4 mln ton.
Eksperci zwracają jednak uwagę, że również import nie będzie prosty. Rumunia, która dysponuje nadwyżką przekraczającą 2 mln ton, stanie się jednym z głównych źródeł surowca dla całej Europy.
Znaczna część tamtejszych zbiorów została już zakontraktowana, dlatego konkurencja o pozostałe partie rzepaku będzie bardzo duża.
Niższa produkcja to efekt kilku nakładających się zjawisk. Jesienią ograniczono powierzchnię zasiewów, a zimą wiele plantacji ucierpiało z powodu silnych mrozów występujących przy braku pokrywy śnieżnej.
Szczególnie dotknęło to centralną Polskę, gdzie temperatury spadały do około –20°C. Dodatkowo od marca do maja na znacznym obszarze kraju praktycznie nie występowały opady.
W efekcie część plantacji została zaorana i zastąpiona innymi gatunkami. Wyraźnie wzrosła powierzchnia słonecznika, która przekroczyła już 80 tys. hektarów, zwiększył się również areał innych upraw jarych. To pokazuje, że producenci coraz szybciej dostosowują strukturę zasiewów do zmieniających się warunków pogodowych.
Studium Profihopper AutoDrive – inteligentne koszenie dla profesjonalistów
Część producentów zdecydowała się przesiać uszkodzony rzepak innymi gatunkami. Szczególnie wyraźnie wzrósł areał słonecznika, który przekroczył 80 tys. hektarów, a także zasiewy roślin jarych.
To pokazuje, że rolnicy coraz szybciej reagują na zmieniające się warunki pogodowe i dostosowują strukturę zasiewów do ryzyka produkcyjnego.
Z jednej strony rynek wspiera rosnący popyt na biopaliwa, szczególnie w USA, Brazylii i Indonezji. Dodatkowo ryzyko związane ze zjawiskiem El Niño oraz ewentualnymi suszami w Australii może ograniczyć światową podaż. Znaczenie mają także fundusze inwestycyjne działające na giełdzie MATIF, które utrzymują długie pozycje i w okresach wzrostowego sentymentu mogą dodatkowo napędzać ceny.
Jednocześnie równie silne pozostają czynniki działające w przeciwnym kierunku. Rekordowa światowa produkcja roślin oleistych, bardzo wysokie zasiewy canoli w Kanadzie, prognozowane dobre zbiory słonecznika w Ukrainie oraz presja żniwna wynikająca z większej sprzedaży surowca po zbiorach ograniczają potencjał wzrostowy cen.
To właśnie równowaga pomiędzy tymi czynnikami sprawia, że eksperci określają obecny rynek jako neutralno-zmienny.
Dodatkowym utrudnieniem pozostaje sama specyfika uprawy. Rzepak jest jedną z najbardziej nieprzewidywalnych roślin. W ubiegłym sezonie prognozowano zbiory na poziomie 3,2–3,3 mln ton, podczas gdy ostatecznie wyniosły one około 3,7–3,8 mln ton.
Nawet zmiana średniego plonu z 3,0 do 2,8 t/ha oznacza różnicę liczoną w setkach tysięcy ton i całkowicie zmienia krajowy bilans. Dlatego rzeczywistą sytuację będzie można ocenić dopiero po zakończeniu żniw.
To właśnie zależności pomiędzy krajowym bilansem a globalnym rynkiem oleistych były jednym z najważniejszych tematów dyskusji podczas XVI letniej edycji Gdańskiej Giełdy Zboża.
Wniosek płynący z debaty jest jasny – choć Polska będzie potrzebowała importu rzepaku, o cenach w dalszym ciągu zdecydują przede wszystkim wydarzenia na światowym rynku commodities, a nie wyłącznie krajowa podaż.
Geopolityka chwieje światowym rynkiem: zboża podstawowe cz. 1
Geopolityka chwieje światowym rynkiem: kukurydza cz. 2
Co czeka rynek rzepaku w sezonie 2026/2027? Kapryśna oleista hybryda
Gdańska Giełda Zboża 2026: rynek