Zwiedziłem polskie stoisko podczas targów Gruene Woche, które wystartowały 16 stycznia w Berlinie. Generalnie jest OK.
Zaglądam na te targi praktycznie od 25 lat. Kiedyś nie raz dziwiłem się, dlaczego wchodząc do hali „polskiej”, widziałem stoiska naszych regionów zrobione wg różnych wzorów, z odstającym od całości stanowiskiem ministerstwa rolnictwa.
Od kilku lat koordynacją ekspozycji zajmuje się Krajowy Ośrodek Wsparcia Rolnictwa (KOWR).
Wygląda na to, że dobrze to naszej narodowej tożsamości na tych targach wychodzi.
Wchodząc przez wejście północne na Targi Berlińskie, przechodzi się pod wyraźnymi plakatami „Polen schmeckt – Polska smakuje” w naszych narodowych barwach, które kierują tradycyjnie do hali 11.2. Choć dzielimy ją z Czechami, Rumunią i Gruzją, mamy lwią część tego pomieszczenia.
Co ważne, polska ekspozycja jest duża i widoczna – zaprojektowana jednorodnie.
Stoisko podzielone jest tradycyjnie na poszczególne województwa. W obrębie stoisk wojewódzkich znajdują się firmy pochodzące z danego regionu. Firmy przyjechały ze wsparciem lokalnych samorządów, choć oczywiście nie pokrywa ono wszystkich kosztów reprezentacji i pobytu danej firmy w tej berlińskiej delegacji.
Polskie firmy chętnie częstują naszą żywnością, ale mogą ją też formalnie sprzedawać w zgodzie z naszym fiskusem, choć wcześniej nie było to takie proste.
Do pełni szczęścia brakuje nam jeszcze:
– Po każdych targach, także Gruene Woche, robimy odprawę naszego zespołu i dzielimy się uwagami. Doskonalimy naszą promocję Polski i polskiej żywności z roku na rok. Temat restauracji podczas Gruene Woche też rozważamy – przyznaje Lucjan Zwolak, zastępca dyrektora generalnego KOWR.
Dodajmy, że owe restauracyjne ambiente z kapelą już mieliśmy w Berlinie w 2011 roku – za ministra rolnictwa Marka Sawickiego. Wtedy Polska była krajem partnerskim targów, a ukute wówczas hasło „Polen schmeckt – Polska smakuje” przyjęło się w promocji naszej żywności i jest używane do dziś.
Zaproszenie na Warsztaty Produktowe: 4 lutego 2026, Wieczfnia k. Mławy
…ale prorok idzie do góry”. Zachęcam decydentów z KOWR/resortu rolnictwa tudzież MSZ, aby na przyszłość tworzyć dodatkowe wydarzenia towarzyszące targom, a promujące polską żywność. Nie tylko w Berlinie…
Targom można zaproponować cykliczne wystąpienia naszych VIP-ów, które ujęte będą w programie wydarzenia.
Zawsze najefektywniej jest wykorzystać początek targów. Międzynarodowa promocja Polski w mediach będzie skuteczniejsza, jeśli to nasz VIP pójdzie tam, gdzie są dziennikarze.
Zwykle pierwszego dnia Gruene Woche – w centrum prasowym Messe Berlin występują:
Każdy z nich ma po ok. 45-60 minut. Zwykle na sali jest tłum dziennikarzy z całego świata, którzy zawsze mają możliwość zadawania pytań.
Generalnie panuje tam atmosfera życzliwości, otwarcia.
Zatem konferencję prasową np. naszego ministra rolnictwa warto dać formalnie tuż po tych wystąpieniach. Tak robiliśmy w 2011 r., gdy Polska była krajem partnerskim GW!
Trzeba przy tym zadbać o:
Nie ma co liczyć, że dziennikarze tak tłumnie przyjdą do polskiego stoiska, bo po pierwszym dniu prasowym rozpierzchają się po całych targach, lub po prostu– wyjeżają.
Na zakończenie – dla zainteresowanych – przypomnę mój tekst, który przed laty opublikowałem w top agrar Polska, po odwiedzinach Gruene Woche w 2018 r. To lata PiS i ministra rolnictwa Krzysztof Jurgiela.
„Przejechałem” się wówczas po naszym ministerstwie rolnictwa za kiepską promocję na Gruene Woche. Do mojej byłej redakcji później przyszedł list od obruszonego wówczas ministra…
Cytat z portalu top agrar Polska, tekst autorstwa: Piotr Łuczak
„Jesteśmy dumni z naszej polskiej żywności. I dobrze! Także politycy zwykle pieją z zachwytu, gdy widzą wyniki eksportowe w branży rolno–spożywczej. Ale jak co roku na takich targach jak berlińskie Gruene Woche – będących największą na świecie imprezą promocji żywności – jakoś nie potrafimy pokazać, że działamy w promocji kompleksowo.
Oczywiście, na naszym stoisku nie brakuje jedzenia, które można spróbować czy kupić – na takich samych zasadach jak i w innych halach u innych wystawców. Ale wchodząc do hali 11.2, gdzie od lat tradycyjnie się wystawiamy, nie ma wrażenia, że wchodzi się do polskiego obszaru. Jest tak od lat.
Takie obserwacje mamy w naszej redakcji, gdyż targi te odwiedzamy praktycznie co roku. Co szwankuje? Ano to, że brakuje KOORDYNACJI naszej wizualnej obecności na targach.
Wykonawcą zabudowy dla Polski na targach berlińskich zajmują się Międzynarodowe Targi Poznańskie (MTP). Robią to dobrze, ale realizują zlecenia różnych instytucji, z który każda ma swój odrębny budżet: chodzi o ministerstwo rolnictwa i marszałków.
Z tego układu wyłamuje się marszałek Kujawsko-Pomorskiego. Jak mówi dr Wiesław Czarnecki, dyrektor tamtejszego Departamentu Rolnictwa i Geodezji, od lat jego urząd sam bezpośrednio w Messe Berlin (Targi Berlińskie) wykupuje i aranżuje swoje stoisko na Gruene Woche, bo nie chce korzystać z droższego pośrednika, jakim są MTP.
Można by jeszcze cały ten powyższy układ podlać politycznym sosem, bo MRiRW jest w rękach PiS, a urzędy marszałkowskie bardziej sympatyzują z PSL i PO z poprzedniej koalicji; wtedy tym trudniej liczyć na jednogłos i na to, by nasze stoisko wyglądało jednolicie.
Ale w ramach usprawiedliwienia dodajmy, że nawet za czasów minionej koalicji, problem braku wizualnego naszego stoiska był podobny.
(…)
A zatem, choć powierzchnię wystawienniczą na targach mamy całkiem sporą, od lat jesteśmy ZBIERANINĄ poszczególnych regionów, kilku firm i stoiska ministerstwa rolnictwa. Czy tylko na tyle stać nasz kraj?
W tym roku z regionów wystawiały się Wielkopolska, Kujawsko-Pomorskie i z niemiecka brzmiący Niederschlesien, zamiast po prostu napisać – Dolny Śląsk.
Hasłem tu i ówdzie jeszcze się pojawiającym jest „Polen schmeckt” – Polska smakuje, które jest pozostałością tego, co nasz kraj w Berlinie pokazał w 2011 roku, gdy był krajem partnerskim targów.
Choć iskrzyło wówczas w naszym kraju z powodu strajku weterynarzy, a przez nasz kraj przemknęła partia mięsa z dioksynami wprost z Niemiec, w Berlinie ówczesny minister Marek Sawicki zrobił dla Polski dobrą robotę.
To wtedy mieliśmy jednorodny wystrój stoiska; regiony – a jakże – też były, ale wszystko współgrało kolorem, barwą pod jednolitym, narodowym parasolem.
Co jakiś czas grały nasze kapele ludowe, było miejsce, gdzie usiąść i kupić oraz skonsumować jedzenie.
I tak właśnie trzeba pokazywać się za granicą: jednolicie jako kraj, i zarazem różnorodnie, z pełnym wyszynkiem. Gość zagraniczny chętnie zajdzie, posłucha, a gdy będzie gdzie usiąść – zrobi to, zamówi i zapłaci za jedzenie.
Skoro potrafiliśmy to zrobić przed 7 laty za PSL, potrafilibyśmy zrobić to za PiS i ministra Jurgiela. Tylko trzeba chcieć.
Koniecznie też trzeba wspomnieć o tym, że targi tego typu do doskonała promocja nie tylko naszej żywności. To miejsce, gdzie nasi politycy rządowi mogliby nawiązać dobre kontakty. Konferencji i spotkań jest wiele, można chodzić po stoiskach, rozmawiać z politykami i ekspertami z różnych krajów, można napić się kawy z komisarzem unijnym czy schrupać wspólnie jabłko z szefem COPA czy federalnym ministrem rolnictwa.
Wieczorny raut, corocznie odbywający się w przeddzień otwarcia targów to też doskonała okazja dla zawierania znajomości. Pamiętajmy, że najskuteczniejszy lobbing robi się nie na oficjalnych spotkaniach, ale przy przekąsce i kuflu.
Politycy PSL pod koniec swej kadencji zaczynali właśnie przecierać w ten sposób szlaki. Na targach A.D. 2018 aktywny był minister Stanisław Kalemba i podległe mu służby.
Teraz, gdy nastał nowy rząd (PiS – red.), takiej aktywności jakoś nie widać.
Szkoda, bo czas płynie, a konkurencja zagraniczna nie śpi. Dlatego apelujemy do naszych rządzących: nie bójcie się zagranicznych kuluarów!”
I tyle cytatu.
Całe szczęście, że to już przeszłość. I to… dzięki PiS, bo to ta partia powołała KOWR;)
Pełna wersja materiału z top agrar Polska + film kliknij tutaj.
Riela Polska, lider rynku magazynowania zbóż: jak zawsze na targach Agritechnica