Niedawno do parku maszynowego trafił nowy Claas Axion Terra Trac.
O powodach tej decyzji, ochronie gleby i budowaniu opłacalności produkcji rozmawiamy z Adamem Jurczykiem.
Adam Jurczyk, JurczykFARM: Najważniejszym argumentem była gleba. Od lat rozwijamy gospodarstwo zgodnie z zasadami rolnictwa regeneratywnego. W takim systemie każdy przejazd ma znaczenie. Zauważyliśmy, że tam, gdzie koła ciągników mocniej ugniatają glebę, szczególnie przy większej wilgotności, zawsze pojawiają się problemy ze wschodami roślin.
Potrzebowaliśmy maszyny, która będzie chronić glebę, zapewni bardzo duży uciąg, pozwoli szybko pracować w polu, a jednocześnie sprawnie przemieszczać się pomiędzy działkami rozrzuconymi w promieniu kilkunastu kilometrów. AXION TERRA TRAC spełnił wszystkie te wymagania.
A.J.: Wcześniej testowaliśmy obniżanie ciśnienia w oponach. Nie wszystkie maszyny miały centralny system pompowania, a ręczna regulacja ciśnienia w praktyce się nie sprawdzała. Porównywaliśmy powierzchnię styku z glebą.
Gąsienica jest pod tym względem bezkonkurencyjna. Znacznie lepiej rozkłada masę ciągnika i ogranicza ugniatanie gleby. Dla nas to najważniejsze. Jednocześnie AXION TERRA TRAC zachowuje wszystkie zalety klasycznego ciągnika.
Pasuje do posiadanych agregatów, bez problemu współpracuje ze sprzętem ciąganym, szybko porusza się po drogach i zapewnia wysoki komfort pracy. Jest amortyzowany w kilku punktach, a bezstopniowa przekładnia Cmatic pozwala bardzo efektywnie wykorzystać moc silnika. Nie ma niepotrzebnych strat energii czy nadmiernego poślizgu.
Nie znalazłem na rynku drugiej maszyny, która tak dobrze łączy ochronę gleby z wydajnością pracy.
A.J.: Jesienią 2025 roku awarii uległ jeden z naszych ciągników innej marki. Naprawa silnika kosztowała około 80 tys. zł. Po pewnym czasie pojawiła się kolejna awaria.
Wtedy zacząłem dokładnie liczyć wszystkie koszty: zakup, leasing, oprocentowanie kapitału, naprawy, serwis i ubezpieczenie.
Doszedłem do wniosku, że wynajem jest bardziej opłacalny. Płacę stałą miesięczną ratę i dokładnie wiem, ile kosztuje mnie maszyna w przeliczeniu na hektar. Nie interesują mnie nieprzewidziane koszty napraw. W razie awarii otrzymuję maszynę zastępczą. To daje ogromną przewidywalność. CLAAS ma najlepszą ofertę na rynku: finansowanie i fajny ciągnik.
Podoba mi się również elastyczność tej oferty. Dziś potrzebuję Axiona, ale za kilka lat mogę potrzebować większej maszyny. Wtedy mogę zmienić model bez konieczności sprzedaży własnego sprzętu.
Firma Miko z Barcina: skup kukurydzy, Riela Polska i neolityczny kurhan
A.J.: To zasługa mojego taty. Zawsze szukał nowych rozwiązań i wyprzedzał swoją epokę. Z niewielkiego gospodarstwa przejętego po dziadkach stopniowo budował nasz rodzinny potencjał. Gospodarujemy razem – rodzice, moi bracia i siostra, a na bazie rodzinnego przedsiębiorstwa utworzyłem markę JurczykFARM.
Pierwsze doświadczenia z uprawą bezorkową rozpoczęliśmy już w 2007 roku. Bardzo szybko zrozumieliśmy jednak, że sama rezygnacja z orki nie wystarczy.
W 2016 roku przeszliśmy na strip-till i od tamtej pory konsekwentnie rozwijamy ten system.
A.J.: Bo pozwala chronić wodę i glebę. Nie uprawiamy całej powierzchni pola. Spulchniamy jedynie pasy, w których podajemy nawóz i wykonujemy siew. Reszta pola pozostaje nienaruszona i przykryta resztkami pożniwnymi.
Całość odbywa się w jednym przejeździe. Dzięki temu ograniczamy parowanie wody, chronimy strukturę gleby i życie biologiczne. Dziś wszyscy mówią o suszy. My uważamy, że najważniejszym zadaniem rolnika jest zatrzymanie jak największej ilości wody w glebie.
Początki były jednak bardzo trudne.
Przez pierwsze trzy lata walczyliśmy ze ślimakami, chwastami, myszami i spadkami plonów. Wielu rolników w tym momencie zrezygnowałoby z całego projektu. My wytrwaliśmy. Dzisiaj zbieramy pszenicę plonującą nawet na poziomie 10 t/ha, jęczmień 8–10 t/ha i rzepak do 5 t/ha.
Największą korzyścią jest jednak wyrównanie plonów pomiędzy stanowiskami o różnej bonitacji gleby.
Polscy rolnicy w Szwecji: Väderstad przedstawia siewnik Tempo T nowej generacji
A.J.: Oczywiście. To cały system. Od lat pracujemy nad zwiększaniem zawartości materii organicznej w glebie. Wprowadzamy resztki pożniwne, rozwijamy mikrobiologię i budujemy aktywność biologiczną gleby. Przy uprawie broną mulczową stosujemy około 10 litrów melasy na hektar i regularnie wykorzystujemy szczepionki bakteryjne.
Sama słoma niczego nie załatwi. Potrzebne są mikroorganizmy, które będą ją rozkładały i przekształcały w próchnicę.
W 2020 roku rozpoczęliśmy także intensywne stosowanie wielogatunkowych poplonów. Nie siejemy jednego gatunku. Nasze mieszanki składają się zwykle z ośmiu lub dziewięciu roślin. Dobieramy je pod kątem zmianowania.
Jeżeli rośliną następczą ma być rzepak, nie wysiewamy gatunków z tej samej rodziny, na przykład gorczycy. Bardzo ważna jest też technologia siewu.
Nasiona grubonasienne i drobnonasienne wysiewamy oddzielnie. Większe trafiają na głębokość około 4–5 cm, a drobniejsze znacznie płycej. Robimy to za jednym przejazdem, bo mamy agregaty pozwalające na to.
To są szczegóły, ale właśnie z takich szczegółów buduje się efekty. To pozwoliło nam uzyskać certyfikat regeneratywny dla naszych upraw, co jest argumentem, by drożej spieniężyć plon.
A.J.: Bo to moja obserwacja z praktyki. Brona talerzowa nie rozciąga słomy po polu, tylko ją przewraca i grupuje. Powstają miejsca, gdzie pod cienką warstwą ziemi znajduje się duża ilość resztek pożniwnych. To idealne warunki dla gryzoni.
Resztki pożniwne i poplony są fundamentami całego systemu. Przez lata nauczyliśmy się, że nie wystarczy zostawić ich na polu, ale trzeba je idealnie rozprowadzić.
Zaczynamy więc od kombajnu. Wszystkie kombajny wyposażone są w rozrzutniki plew. Nie zatrzymujemy kombajnu, a w razie potrzeby postoju, musi się on cofnąć. Plewy pozostawione w jednym miejscu tworzą dla myszy prawdziwy stół szwedzki.
To samo dotyczy słomy.
Dlatego bardzo pilnujemy równomiernego rozrzucania resztek pożniwnych na całej szerokości roboczej. Przez wiele lat korzystaliśmy z agregatu ścierniskowego, która bardzo dobrze rozciągał słomę po polu. Dziś mamy już jednak tak dużo materii organicznej na powierzchni, że coraz częściej wykorzystujemy zwykłą bronę mulczową.
Przy rosnącej pulchności gleby tym więc bardziej istotny jest ciągnik gąsienicowy, by nie zapadał się w glebie.
A.J.: To jeden z najważniejszych elementów naszego systemu. Nie interesują nas wyłącznie standardowe wyniki zawartości składników pokarmowych.
Analizujemy cały kompleks sorpcyjny gleby.
Co dwa lata wykonujemy badania kompleksu sorpcyjnego. To właśnie to daje nam informacje o wzajemnych relacjach pomiędzy wapniem, magnezem, potasem czy sodem. Dzięki tym badaniom odkryliśmy bardzo ważną rzecz.
Nasze gleby są bardzo zasobne w wapń. Wielu rolników uznałoby to za doskonałą wiadomość. Tymczasem nadmiar wapnia powoduje wypieranie magnezu z kompleksu sorpcyjnego. W efekcie pojawiają się niedobory magnezu, mimo że klasyczne badania nie zawsze pokazują pełny obraz sytuacji.
Dopiero analiza kompleksu sorpcyjnego pozwoliła nam zrozumieć, co naprawdę dzieje się w naszej glebie i jak należy prowadzić nawożenie.
Sprzedaż samochodu czy urządzenia technicznego – z podatkiem PIT?
A.J.: Tworzymy strefy zarządzania, gdzie pobieramy próby. Tak powstają mapy aplikacyjne. Każda część pola otrzymuje dokładnie tyle składników, ile potrzebuje.
To bardzo precyzyjne podejście, ale przynosi wymierne oszczędności nawozowe. Nie dalibyśmy rady bez cyfryzacji. Co ciekawe, jeszcze zanim kupiliśmy wynajęliśmy Claasa, korzystaliśmy już z platformy Claas Connect. Uważam, że nie ma lepszego narzędzia.
Bo dla gospodarstwa regeneratywnego ogromne znaczenie ma planowanie przejazdów. Staramy się unikać wielokrotnego przejeżdżania po tych samych miejscach. Dlatego projektujemy ścieżki dla każdej maszyny oddzielnie.
Siewnik porusza się jednym śladem, agregat drugim, a kombajn jeszcze innym. Dzięki Claas Connect wszystkie zadania wysyłam bezprzewodowo do maszyn. Z biura mogę obserwować pracę całego gospodarstwa na dużych monitorach, analizować postęp prac i zarządzać flotą praktycznie w czasie rzeczywistym.
A.J.: Bo idealnie wpisuje się w naszą filozofię gospodarowania. Chroni glebę, zapewnia wysoki uciąg, pozwala szybko pracować i wspiera system rolnictwa regeneratywnego, który budujemy od blisko dwóch dekad.
Taka maszyna to także jeden z elementów oszczędnego gospodarowania kosztami, w dobie drożejących nawozów i niskich cen zbóż.
Dziękuję za rozmowę.
Rozmawiał Krzysztof Gomolla, Claas Polska